KAŻDY COŚ MA

Ten wpis maił się pojawić jutro, ale publikuje go dziś, ponieważ boje się, że pewne myśli jednak uciekną przez noc.

Pisałem kiedyś o tym, że trzeba szanować każdą chwile; każdy dzień. Raz tylko dany jest nam czas by żyć. Trzeba iść bo kto nie idzie ten się cofa a ja nie chce się cofać bo tam gdzie bylem X lat temu nie czułem się sobą i nie było mi dobrze. Nie wiem teraz, nie wiem dziś kim chce być, ale uświadomiłem sobie dziś jedząc kolację, że wiem kim nie chce być.

Nie chce być problemem dla innych, ciężarem czy garbem na plecach. Nie mam zamiaru wieszać się komuś na karku bo jest mi źle. Żeby nie być dla innych problemem trzeba rozwiązać swoje problemy by móc być wsparciem i pomocą. Czy wiem jakie mam problemy? Wiem. Czy tylko ja mam problemy? Nie, inni też je mają – mniejsze, większe; każdy coś ma. Kiedy patrzy się na problem jak na kwestię do rozwiązania bez porównywania mniejszy-większy łatwiej chyba to ogarnąć.

Chyba zrobię sobie na ścianie gazetkę z moimi myślami. Sam sobie będę żołnierzem i żandarmem: „Do przodu żołnierzu!” Życie to nie bajka i nie głaszcze nas po jajkach. Jest czas płakania i czas działania – teraz czas na działanie.

…i to wszystko przy kanapkach z makrelą z Biedronki.

 

Z innej beczki: książki to złodzieje czasu. Czytam teraz jedną świetną książkę. Przy odrobinie szczęścia jutro coś o tym napiszę.

Poniedziałek

Dobrze mieć już za sobą poniedziałek. W Fabryce była kołomyja, ale już mnie to nie rusza. Pracuje od dzwonka do dzwonka i tyle. Mam wylane na to. Nie chce, nie znam się, zarobiony jestem…

Każdego dnia rano zmuszam się do wstania z łóżka. Przeraża mnie mój stan, ale nie mam pomysłu na to jak go zmienić. Nie mam żadnego planu B. Żyje bo żyję, jestem bo jestem, ale to wszystko. To chyba jakaś nowa forma depresji. Próbuję uśmiechać się do ludzi, ale wychodzi mi marnie. Uśmiechnąłbym się sam do siebie, ale na to nie mam ochoty. Nadal czuje się pusty w środku, ale to mnie akurat cieszy. Jestem tak pusty, że nawet echo przeszłości bliższej czy dalszej nie odbija się od ścian mojej osobowości. Kiedy patrzę na siebie w szerszym kontekście swojego życia, całych trzydziestu czterech lat, dopada mnie marazm i zniechęcenie. Czuje się tak jakbym przebijał jakiś dziwny mur głową. Cały się posypałem jak domek z kart.

To tylko Los, zły Los uwziął się na mnie. Byłem w Niebie. Ziemia jest dla mnie za szara, za ciasna i całkiem bez sensu. Całymi dniami i nocami patrzę na Niebo Pełne Gwiazd – tam gdzie byłem szczęśliwy. To było szczęście przez wielkie Sz…

Dziś tu i teraz zwątpiłem w jakikolwiek sens czegokolwiek… Nie wiem jak sobie pomóc, ale pomocy też nie oczekuje.

NIEDZIELA

Klocki na dywanie, resorki, książka z bajkami, rysunki. Dziś nie zdążyliśmy schować tego wszystkiego, więc kiedy odwiozłem Juniora, wróciłem do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą śmiał się i bawił. Tak trudno składać to wszystko. Niedziele bez niego są trudniejsze niż soboty. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję. Teraz, dziś, czuje się jeszcze bardziej samotny. Każdego razu biorę się w garść, mimo wszystko jakoś daję radę, ale wcale nie boli mniej.

Terapeutka mówiła, że wystarczą dwa tygodnie by ogarnąć się po stracie ukochanej osoby. Albo nigdy nie straciła ukochanej osoby, albo nie wiem co. Ja nie umiem się ogarnąć po kilku miesiącach. Nie wiem jak pokonać dysonans miedzy rozumem a sercem. Boli to, że zawiodłem moją Malutką. Nie umiem sobie tego wybaczyć. Nie mam do niej o nic żalu, a ten fakt bardzo mi pomaga. Tęsknie do niej. Jestem w potrzasku bo z jednej strony chcę uszanować jej zdanie, a z drugiej chciałbym ją jeszcze usłyszeć. Boje się tylko, że nie dam rady powiedzieć choć jednego słowa. Nie umiem i nie chcę „machnąć ręką” na nią i to wszystko co czuje.  

Zacząłem pisać pierwszy rozdział swojej książki. Pisanie to wszystko co teraz mam. Przynajmniej czuje pod stopami jakiś grunt kiedy piszę. Może kiedy ujmę wszystko w jakieś ramy dam radę jakoś to ogarnąć. 

Dziś rano kiedy spojrzałem w lustro pierwszy raz od dawna poczułem się stary. Zobaczyłem człowieka styranego życiem, który przeżył dopiero trzydzieści cztery lata. Co powiem jak będę miał pięćdziesiąt? Nie chce być starym, zmierzłym ramolem. Chcę być szczęśliwy i cieszyć się życiem. Czy to tak wiele?

Sobota

Czuje się zagubiony. Najgorsze jest to, że chyba nikt nie jest mi w stanie pomóc. Dziś był u mnie Junior. Było wesoło i zabawnie, ale teraz jest już tylko smutno. Ta chałupa bez niego robi się jeszcze bardziej smutna a ja jeszcze bardziej samotny.

Poczucie samotności oblepia mnie jak pajęczyna z horroru. Strzepuję ją po trochu, ale zawsze gdzieś zostaje palący kawałek. Kiedyś mi się wydawało, że wystarczy powiedzieć sobie, że już nikogo nie chcę i nikogo nie potrzebuję, ale to chyba tak nie działa.

Nie wiem co mi się stało. Gdzieś, zupełnie niedawno, znów siebie zgubiłem, a już myślałem, że siebie samego znalazłem. Czuje się jak puzzel nie z tej układanki co trzeba. Mam nieodparte wrażenie, że nigdzie nie pasuje, że cały mój świat to jedna wielka fikcja.

Ostatniej nocy przyśniła mi się moja Malutka:) To był bardzo miły sen, choć nie było w nim nic erotycznego. Był tak realny, że aż czułem dotyk jej dłoni. Czułem jak ją obejmuje, słyszałem nawet jej głos. Mam wrażenie, że przegadałem z nią całą noc. Aż żal się było budzić. Pamiętam nawet jej ostatnie zdanie ze snu: „Weź się, kurwa, w garść”.

PIĄTEK WIECZOREM

Dawno już nie wracało mi się tak ciężko na chatę jak dziś. Nie mam sił tak żyć, a wiem, że muszę bo nie ma innego wyboru. Dziś ogarną mnie ogromny smutek gdy pomyślałem o swoim życiu i tęsknocie za Malutką. O tyle o ile życie jeszcze jakoś ogarniam to tęsknoty za Małą już nie. Najtrudniej jest zdaje się wtedy gdy „świadomość” o tym jak jest i jak byłoby bez względu na wszystko, ociera do serca. Rozumem ogarniam wszystko doskonale. To serce nie „rozumie”. 

Dużo w życiu doświadczyłem i biorąc wszystkie za i przeciw, to Mała to kobieta idealna, w sam raz:) Choć ona sama, prawdopodobnie, z taką opinią pewnie by się nie zgodziła. A ja uważam, że byłbym z nią szczęśliwy, i tego stanowiska będę bronić zawsze.

Tęsknie do Niej. wnosiła w moje życie tyle radości. Nikt inny nie śmieje się tak jak ona; nikt inny tak słodko nie klnie na k…. Nikt inny nie słucha mnie tak jak ona. Mała była jak ze snu… najpiękniejszego snu w całym życiu. 

Z LUDOWYM PRZYTUPEM

Powariowali do reszty. Kurwa mać, nie jestem etnografem. Umiem odróżnić ludową muzykę góralską od innych, ale już kurpiowskiej od ludowej muzyki z Warmii ni chuja nie odróżniam czy krakowskiej, która akurat jest mi najbardziej potrzebna… i to jeszcze weselna! Ma ktoś linki?

MATRIX

Czuje się obecnie jakbym żył w jakimś matrixie. Równoległym świecie, alternatywnej rzeczywistości. To nie jest moje biurko, to niej jest moje łóżko, nic tu nie jest moje.

Ten „mój” świat zrobił się niewyobrażalnie pusty. O tyle o ile rozumiem, że nie było innego wyjścia, to nie umiem się odnaleźć. Wiem, że potrzeba czasu i to nie tylko mi, ale to nie takie proste. Teraz więcej myślę o tym co dobrego doświadczyłem i to bardzo pomaga, nawet bardziej niż upływający czas…

W lipcową noc…

Przed nocą i mgłą osłoń mnie,
Zabierz z serca samotność,
Cień, co tam legł.
Wytarguj od gwiazd ten czas, mój czas!
Co zanim się stał – zbiegł.

Zapal ogień we mgle, 
Niech nie zgasi go wiatr, 
Tyle dróg plącze się, 
Zły jest świat. 
Na spotkanie mi wyjdź 
I zawołaj przez mgłę, 
Że to Ty… 

Przed nocą i mgłą osłoń mnie,
W ciepłej łodzi twych ramion,
Chcę płynąć w rejs. 
Ze szczęścia Ty wiesz i ja chcę mieć,
Maleńką jak łza – część.

Przed nocą i mgłą osłoń mnie,
Zabierz z serca samotność,
Cień, co tam legł.
Wytarguj od gwiazd ten czas, mój czas!
Co zanim się stał – zbiegł.

 

Zbigniew Stawecki

Włodzimierz Korcz