MOJA MATKA JEST JAK BUMERANG

Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy dochodzę do wniosku, że całość mojej egzystencji to jedna wielka ucieczka. Działania defensywne, próba ofensywy i odwrót. Ze strategicznego punktu widzenia ma to sens bo nie chodzi o to by cele osiągnąć za cenę siły żywej czyli mnie.

Przez połowę życia uciekałem przed matką. Może nie była to typowa ucieczka, a raczej coś na kształt poszukiwania sposobu aby się od niej uwolnić. Teraz wiem dlaczego wychowywała mnie w poczuciu permanentnego zagrożenia. Ona chciała żebym się bał. Chciała żebym był nie zdolny do działania. Każdy normalny człowiek od swojego oprawcy albo by uciekł albo by go zajebał. Chyba, że byłby tak przerażony jak ja. Od dziecka jedyne co pamiętam to strach przed biciem, albo porzuceniem.

Przez drugą połowę życia uciekałem przed żoną. Swoją drogą obie te kobiety, żona i matka, są siebie warte i mogą sobie uścisnąć dłoń. Nikt mnie nigdy nie skrzywdził jak one. Moja ucieczka przed żoną objawiała się tym, że im mniej czasu spędzałem w jej obecności tym lepiej się czułem. Teraz podobne odczucie mam do matki. Im mniej ją widzę, im mniej muszę na nią patrzeć tym mi lepiej.

Problem jest jednak gdzie indziej… i to przeraża mnie najbardziej.

Przez lata życia z matką myślałem już tylko żeby się od niej uwolnić i tym sposobem wpakowałem się w beznadzieje małżeństwo. Teraz kiedy żona okazała się nie być wcale lepszą od matki, wróciłem na stare śmieci. Matka wkurwia mnie tak nie miłosiernie, że mam ochotę ją zajebać. Od kiedy mam dwa dni wolnego odczuwam to nad wyraz mocno. Wcześniej tego nie czułem bo byłem w pracy, więc widziałem matkę iks czasu mniej – teraz widzę ją isk czasu więcej i to już jest za dużo. Ad rem: boje się tego, że chcąc uwolnić się od matki znowu wpakuje się w jakieś bagno. Co prawda moja terapeutka uważa, że to nie musi tak być bo teraz jestem bardziej świadomy, ale człowiek nie obawia się świadomością. Cóż, moje obecne refleksie to pokłosie kilku godzin więcej z matką. Wrócę do pracy to wrócę do siebie. A no właśnie… w pracy jestem bardziej u siebie niż we własnym domu… nawet jeśli ten dom to tylko chata.