BOLI BARDZIEJ A MIAŁO BOLEĆ MNIEJ

Tyle już razy przeżywałem ten scenariusz: ja kocham a ona nie a jednak nadal za każdym razem boli bardziej. Ten raz był inny. Tym razem nie było to klasyczne odrzucenie na samym początku. Z tym umiałbym sobie poradzić. Tym razem było inaczej… Najpierw dano mi nadzieje – bardzo konkretną, zostałem zapewniony o uczuciu i szansach na przetrwanie. Czyny i słowa potwierdzały, że nie mam się czego bać więc bać się przestałem.

Realność to było coś czym tak naprawdę się zachwyciłem się w przypadku G. Zostałem przez nią obdarowany  fizyczną obecnością w codzienności; były czułe i ciepłe smsy, które pisała pierwsza i sama z siebie; okazywała mi czułość i namiętność; plany   dotyczące wspólnej przyszłości; zapewnienia, że jestem i będę ważny i istotny w jej życiu. Dała mi to czego najbardziej w tym czasie potrzebowałem.

To co czułem do niej i to co czuje nadal trzeba przeżyć. Chciałem załatwić sprawę przez zanegowanie tego co czuje ale to zła droga. Obecnie czuję rozpacz po utracie tego czego pragnąłem całe życie. Miałem w garści Kanarka: słyszałem jak śpiewa, widziałem jak macha skrzydłami; jak patrzy na mnie swoimi ślicznymi oczkami. Grażynka była moim kanarkiem… miałem go dłoniach.

Jednak to wszystko było zbyt piękne by mogło być prawdziwe; sen zawsze będzie tylko snem.

Mam złamane serce.

…. mać

Ty, Panie tyle czasu masz
mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać

Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że…
że chyba wiesz, co robisz, Panie.
Ile mam grzechów? któż to wie…
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że…
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę – cóż
To wszystko było chyba… zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.

Dziś czuję się, jak mrówka gdy 
Czyjś but tratuje jej mrowisko 
Czemu mi dałeś wiarę w cud 
A potem odebrałeś wszystko. 
Nie chcę się skarżyć na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast… pacierza na dobranoc.

 

Edyta Geppert

PO CHUJA JA BYŁEM JEJ POTRZEBNY…?

Kolejny dzień kiedy musiałem się zmusić by w ogóle wstać i iść do pracy. Nie przypuszczałem, że kobieta aż tak może zryć moja i tak już zrytą psychikę. G. dokonała dzieła zniszczenia mojej pogmatwanej osobowości. Zachodzę w głowę po chuja ja byłem jej potrzebny. Do czego? Jako atrakcyjna laska mogłaby mieć każdego,  dlaczego więc zasadziła się na mnie? Zamiast być wkurwionym na nią to jestem wkurwiony na siebie, że tak łatwo dałem się podjeść i oszukać.

CZUJE SIĘ JAK W KOSZMARNYM SNIE

Czuje się jak w koszmarnym śnie. Miną już ponad tydzień a ja nadal nie umiem dojść do siebie. Nie umiem i nie chce pogodzić się z prawdą i rzeczywistością. W przeciągu jednego roku utraciłem dwie kobiety, które kochałem. Z jedną nie mogłem być z niezależnych od nas powodów a druga mnie zdradziła i oszukała. Nie wiem co mnie bardziej boli. To, że zostałem zdradzony czy to, że uwierzyłem w to wszystko co wszyscy powtarzali mi od dawna – żeby w siebie uwierzyć, spróbować… To kurwa, spróbowałem, zaufałem… pozwoliłem się do siebie zbliżyć i chuj.

Zawsze byłem przygotowany tylko na bezpośrednie odrzucenie. Z tym umiałbym sobie jakoś poradzić. Nie wiem jak poradzić sobie ze zdradą. Jak można dać komuś ciepło a później je zabrać? Tego kurwa nie rozumiem!

NADAL BOLI.

Próbuję się jakoś pozbierać, ale nie wychodzi mi to wcale. Jestem zdruzgotany tak bardzo, że brakuje mi słów. Spodziewałbym się wszystkiego, ale nie zdrady. To jest najgorsze, że nic dla niej nie znaczyłem choć poświęciłem tak wiele. A teraz znów pustka i ból.

Nie wiem czy komuś zaufam, nie wiem czy pozwolę się jeszcze komuś do siebie zbliżyć. W „kocham Cię” już nie uwierzę…

Kochany Pamiętniku

Czuje się źle. Tęsknie do Małej. Teraz, kiedy mam więcej czasu na myślenie, to czuje w jak wielkiej kropce jestem. Kontakt nasz jest tak ograniczony jak nigdy wcześniej. Jestem rozpięty po między tęsknotą a próbą uszanowania jej zdania. Nie wiem co robić. Czuje się jak na polu minowym… Każdy krok wiąże się z niepewnością co zrobić.

Brakuje mi jej. Nie tylko jako Małej, ale jako człowieka w ogólności. Tego konkretnego człowieka. Nie umiałem poradzić sobie z tęsknotą za ukochaną Małą. Z tęsknotą za człowiekiem jako osobą, radzę sobie jeszcze gorzej…

NIEDZIELA

Klocki na dywanie, resorki, książka z bajkami, rysunki. Dziś nie zdążyliśmy schować tego wszystkiego, więc kiedy odwiozłem Juniora, wróciłem do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą śmiał się i bawił. Tak trudno składać to wszystko. Niedziele bez niego są trudniejsze niż soboty. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję. Teraz, dziś, czuje się jeszcze bardziej samotny. Każdego razu biorę się w garść, mimo wszystko jakoś daję radę, ale wcale nie boli mniej.

Terapeutka mówiła, że wystarczą dwa tygodnie by ogarnąć się po stracie ukochanej osoby. Albo nigdy nie straciła ukochanej osoby, albo nie wiem co. Ja nie umiem się ogarnąć po kilku miesiącach. Nie wiem jak pokonać dysonans miedzy rozumem a sercem. Boli to, że zawiodłem moją Malutką. Nie umiem sobie tego wybaczyć. Nie mam do niej o nic żalu, a ten fakt bardzo mi pomaga. Tęsknie do niej. Jestem w potrzasku bo z jednej strony chcę uszanować jej zdanie, a z drugiej chciałbym ją jeszcze usłyszeć. Boje się tylko, że nie dam rady powiedzieć choć jednego słowa. Nie umiem i nie chcę „machnąć ręką” na nią i to wszystko co czuje.  

Zacząłem pisać pierwszy rozdział swojej książki. Pisanie to wszystko co teraz mam. Przynajmniej czuje pod stopami jakiś grunt kiedy piszę. Może kiedy ujmę wszystko w jakieś ramy dam radę jakoś to ogarnąć. 

Dziś rano kiedy spojrzałem w lustro pierwszy raz od dawna poczułem się stary. Zobaczyłem człowieka styranego życiem, który przeżył dopiero trzydzieści cztery lata. Co powiem jak będę miał pięćdziesiąt? Nie chce być starym, zmierzłym ramolem. Chcę być szczęśliwy i cieszyć się życiem. Czy to tak wiele?

Sobota

Czuje się zagubiony. Najgorsze jest to, że chyba nikt nie jest mi w stanie pomóc. Dziś był u mnie Junior. Było wesoło i zabawnie, ale teraz jest już tylko smutno. Ta chałupa bez niego robi się jeszcze bardziej smutna a ja jeszcze bardziej samotny.

Poczucie samotności oblepia mnie jak pajęczyna z horroru. Strzepuję ją po trochu, ale zawsze gdzieś zostaje palący kawałek. Kiedyś mi się wydawało, że wystarczy powiedzieć sobie, że już nikogo nie chcę i nikogo nie potrzebuję, ale to chyba tak nie działa.

Nie wiem co mi się stało. Gdzieś, zupełnie niedawno, znów siebie zgubiłem, a już myślałem, że siebie samego znalazłem. Czuje się jak puzzel nie z tej układanki co trzeba. Mam nieodparte wrażenie, że nigdzie nie pasuje, że cały mój świat to jedna wielka fikcja.

Ostatniej nocy przyśniła mi się moja Malutka:) To był bardzo miły sen, choć nie było w nim nic erotycznego. Był tak realny, że aż czułem dotyk jej dłoni. Czułem jak ją obejmuje, słyszałem nawet jej głos. Mam wrażenie, że przegadałem z nią całą noc. Aż żal się było budzić. Pamiętam nawet jej ostatnie zdanie ze snu: „Weź się, kurwa, w garść”.

PIĄTEK WIECZOREM

Dawno już nie wracało mi się tak ciężko na chatę jak dziś. Nie mam sił tak żyć, a wiem, że muszę bo nie ma innego wyboru. Dziś ogarną mnie ogromny smutek gdy pomyślałem o swoim życiu i tęsknocie za Malutką. O tyle o ile życie jeszcze jakoś ogarniam to tęsknoty za Małą już nie. Najtrudniej jest zdaje się wtedy gdy „świadomość” o tym jak jest i jak byłoby bez względu na wszystko, ociera do serca. Rozumem ogarniam wszystko doskonale. To serce nie „rozumie”. 

Dużo w życiu doświadczyłem i biorąc wszystkie za i przeciw, to Mała to kobieta idealna, w sam raz:) Choć ona sama, prawdopodobnie, z taką opinią pewnie by się nie zgodziła. A ja uważam, że byłbym z nią szczęśliwy, i tego stanowiska będę bronić zawsze.

Tęsknie do Niej. wnosiła w moje życie tyle radości. Nikt inny nie śmieje się tak jak ona; nikt inny tak słodko nie klnie na k…. Nikt inny nie słucha mnie tak jak ona. Mała była jak ze snu… najpiękniejszego snu w całym życiu.