BOLI BARDZIEJ A MIAŁO BOLEĆ MNIEJ

Tyle już razy przeżywałem ten scenariusz: ja kocham a ona nie a jednak nadal za każdym razem boli bardziej. Ten raz był inny. Tym razem nie było to klasyczne odrzucenie na samym początku. Z tym umiałbym sobie poradzić. Tym razem było inaczej… Najpierw dano mi nadzieje – bardzo konkretną, zostałem zapewniony o uczuciu i szansach na przetrwanie. Czyny i słowa potwierdzały, że nie mam się czego bać więc bać się przestałem.

Realność to było coś czym tak naprawdę się zachwyciłem się w przypadku G. Zostałem przez nią obdarowany  fizyczną obecnością w codzienności; były czułe i ciepłe smsy, które pisała pierwsza i sama z siebie; okazywała mi czułość i namiętność; plany   dotyczące wspólnej przyszłości; zapewnienia, że jestem i będę ważny i istotny w jej życiu. Dała mi to czego najbardziej w tym czasie potrzebowałem.

To co czułem do niej i to co czuje nadal trzeba przeżyć. Chciałem załatwić sprawę przez zanegowanie tego co czuje ale to zła droga. Obecnie czuję rozpacz po utracie tego czego pragnąłem całe życie. Miałem w garści Kanarka: słyszałem jak śpiewa, widziałem jak macha skrzydłami; jak patrzy na mnie swoimi ślicznymi oczkami. Grażynka była moim kanarkiem… miałem go dłoniach.

Jednak to wszystko było zbyt piękne by mogło być prawdziwe; sen zawsze będzie tylko snem.

Mam złamane serce.

Nocą

Tyle wspólnych chwil, wspólnych marzeń… wszystko co piękne. Cała Ty, w każdej chwili. SMS, telefon, dworzec, smak, zapach… i ciepło twych dłoni, najcieplejszych dłoni na świecie.

Wiem jak jest i wiem jak musi być, wiem, że nie ma, nie było i nie będzie innego wyjścia niż to, ale kurwa… tęsknie właśnie do Ciebie i to nie jest niczyja wina.

Tu i Teraz… Pamiętasz?

Nawet jeśli jesteś daleko; nawet jeśli nigdy już nie będziesz bliżej. Nic nie zmieni tego co czuje i tego co zostało w moim sercu czas nie zatrze. Jakaś część mojego serca już na zawsze będzie tylko Twoja. Zatrzymam Cię w uśmiechu, w błysku spojrzenia; we wschodach i zachodach słońca; blasku gwiazd… będziesz w nich dla mnie Ty. Patrząc na księżyc zobaczę Ciebie…i nie tylko w nim.

A pamiętasz dźwięk odpalanej zapalniczki? Bo ja tak. Sentymentalne? Głupie? Może i tak, ale w tym wszystkim co najlepsze jesteś dla mnie i będziesz Ty. We wszystkim co dobre i piękne…

Rozdarty

Czuje się rozdarty pomiędzy tęsknotą i tym co czuję a próbą uszanowania tego co mówi Mała. Mam wrażenie, że bez względu na to w którą stronę się skieruję zachowam się jak egoista a tego chce uniknąć. Chcę zrobić tak żeby było dobrze czyli żeby Mała była zadowolona. A tym razem nie wiem co zrobić żeby było dobrze…

Wrzesień 3

Czuje się jak wyciągnięty z pralki automatycznej po wirowaniu. Kręci mi się w głowie. Straciłem orientacje…

To było moje miejsce, mój mały zakątek. Tu mogłem być sobą. Mój świat kolejny raz nie jest moim światem. Zgubiłem się. Mój okręt uległ awarii. Nic nie działa. Nie mogę płynąć do przodu ani się zanurzyć. Na brzegu zostać nie mogę. Bezradność i bezsilność mnie przerasta.

Tęsknie za Małą…

Kochany Pamiętniku

Czuje się źle. Tęsknie do Małej. Teraz, kiedy mam więcej czasu na myślenie, to czuje w jak wielkiej kropce jestem. Kontakt nasz jest tak ograniczony jak nigdy wcześniej. Jestem rozpięty po między tęsknotą a próbą uszanowania jej zdania. Nie wiem co robić. Czuje się jak na polu minowym… Każdy krok wiąże się z niepewnością co zrobić.

Brakuje mi jej. Nie tylko jako Małej, ale jako człowieka w ogólności. Tego konkretnego człowieka. Nie umiałem poradzić sobie z tęsknotą za ukochaną Małą. Z tęsknotą za człowiekiem jako osobą, radzę sobie jeszcze gorzej…

HALO, HALO

Było to kilka dni temu. Jechałem autobusem do pracy. W empeku trochę ludzi. Stojący obok mnie facet gdzieś dzwonił i zgłosił się właśnie słowami: „Halo, halo…”. Cały aż zadrżałem wewnętrznie. Te dwa słowa przywołały wspomnienia. Dobrze, że mocno się trzymałem uchwytu i miałem na oczach okulary przeciwsłoneczne.

Dla mnie „halo, halo” to radość i szczęście; moja ukochana Malutka. Jej głos – to ona realna, po drugiej stronie telefonu. Zauważyłem, że dzwoniąc do innych nie używam słów: „Halo, halo”. Choć teraz wiem, że inni też tak mówią to nie wyobrażam sobie, abym mógł tak powiedzieć do innej kobiety.

Dziś śniło mi się pierwsze spotkanie z Mała na Peronie. Sen był tak realny, że żal było się obudzić. Ważnie jest to, że mi się przyśniła:) Mam jej tyle do opowiedzenia. Chcę ją usłyszeć. Jednak nie mogę się ogarnąć z tym by zebrać się na kontakt. Dziś weekend, więc ciężko byłoby porozmawiać. W poniedziałek spróbuję się zebrać i zwyczajnie zapytam czy ma czas i ochotę. Kiedyś terapeutka powiedziała mi, że za dużo się zastanawiam i „rozkminiam”. Coś w tym jest…

NIEDZIELA

Klocki na dywanie, resorki, książka z bajkami, rysunki. Dziś nie zdążyliśmy schować tego wszystkiego, więc kiedy odwiozłem Juniora, wróciłem do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą śmiał się i bawił. Tak trudno składać to wszystko. Niedziele bez niego są trudniejsze niż soboty. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję. Teraz, dziś, czuje się jeszcze bardziej samotny. Każdego razu biorę się w garść, mimo wszystko jakoś daję radę, ale wcale nie boli mniej.

Terapeutka mówiła, że wystarczą dwa tygodnie by ogarnąć się po stracie ukochanej osoby. Albo nigdy nie straciła ukochanej osoby, albo nie wiem co. Ja nie umiem się ogarnąć po kilku miesiącach. Nie wiem jak pokonać dysonans miedzy rozumem a sercem. Boli to, że zawiodłem moją Malutką. Nie umiem sobie tego wybaczyć. Nie mam do niej o nic żalu, a ten fakt bardzo mi pomaga. Tęsknie do niej. Jestem w potrzasku bo z jednej strony chcę uszanować jej zdanie, a z drugiej chciałbym ją jeszcze usłyszeć. Boje się tylko, że nie dam rady powiedzieć choć jednego słowa. Nie umiem i nie chcę „machnąć ręką” na nią i to wszystko co czuje.  

Zacząłem pisać pierwszy rozdział swojej książki. Pisanie to wszystko co teraz mam. Przynajmniej czuje pod stopami jakiś grunt kiedy piszę. Może kiedy ujmę wszystko w jakieś ramy dam radę jakoś to ogarnąć. 

Dziś rano kiedy spojrzałem w lustro pierwszy raz od dawna poczułem się stary. Zobaczyłem człowieka styranego życiem, który przeżył dopiero trzydzieści cztery lata. Co powiem jak będę miał pięćdziesiąt? Nie chce być starym, zmierzłym ramolem. Chcę być szczęśliwy i cieszyć się życiem. Czy to tak wiele?

Sobota

Czuje się zagubiony. Najgorsze jest to, że chyba nikt nie jest mi w stanie pomóc. Dziś był u mnie Junior. Było wesoło i zabawnie, ale teraz jest już tylko smutno. Ta chałupa bez niego robi się jeszcze bardziej smutna a ja jeszcze bardziej samotny.

Poczucie samotności oblepia mnie jak pajęczyna z horroru. Strzepuję ją po trochu, ale zawsze gdzieś zostaje palący kawałek. Kiedyś mi się wydawało, że wystarczy powiedzieć sobie, że już nikogo nie chcę i nikogo nie potrzebuję, ale to chyba tak nie działa.

Nie wiem co mi się stało. Gdzieś, zupełnie niedawno, znów siebie zgubiłem, a już myślałem, że siebie samego znalazłem. Czuje się jak puzzel nie z tej układanki co trzeba. Mam nieodparte wrażenie, że nigdzie nie pasuje, że cały mój świat to jedna wielka fikcja.

Ostatniej nocy przyśniła mi się moja Malutka:) To był bardzo miły sen, choć nie było w nim nic erotycznego. Był tak realny, że aż czułem dotyk jej dłoni. Czułem jak ją obejmuje, słyszałem nawet jej głos. Mam wrażenie, że przegadałem z nią całą noc. Aż żal się było budzić. Pamiętam nawet jej ostatnie zdanie ze snu: „Weź się, kurwa, w garść”.